powrót

Czy branża eventowa potrzebuje rewolucji wizerunkowej? – Jakub Fajfrowski

Każdy kto dłużej działa w branży zna tego typu teksty: „O, właśnie przyszli na spotkanie z prezesem panowie od imprezek”. I z pewnością wszystkim nam skóra cierpnie, gdy je słyszymy. Nie zaskakuje fakt, gdy tak postrzegają agencje eventowe również studenci, którzy przychodzą na zajęcia z założeniem, że pogadamy o imprezach. Jednak wychodzą z nich przerażeni, bo właśnie dowiedzieli się, że realia tej działalności to ciężka praca.

Jak zimny prysznic działa pokazanie podczas ćwiczeń przykładowego briefu i prośba o wspólną jego analizę. Bywa, że praktyka nawet w takiej formie wywołuje u teoretyków przerażenie. Gorzej, jeśli naszą pracę jak „imprezkę” postrzegają zleceniodawcy, a my musimy tę przysłowiową żabę przełknąć z godnością i uśmiechem. Bo to przecież nasz klient, bo to nasz chleb itd. Oczywiście, event może być postrzegany jako imprezka, ale przecież to wisienka na torcie, a dobry tort ma wiele składników i to w mistrzowsko dobranych proporcjach. Dla większości osób zorganizowanie wesela jest sporym wyzwaniem, a my takie „wesela” – i to nie na sto, ale na kilka tysięcy osób – robimy czasem po parę razy w tygodniu. Zamiast jednej fotobudki i oczepin trzeba zapewnić kilkanaście atrakcji, a w skrajnych sytuacjach zamiast niezadowolonych gości weselnych może się pojawić prokurator. Mam wrażenie, że branża eventowa ma do wykonania dużą pracę, by poprawić, a może dopiero zbudować swój właściwy wizerunek. Ta robota czeka nas na dwóch torach: wewnątrz branży oraz w relacji z klientami. Ograniczony liczbą znaków w tekście przytoczę tylko dwa przykłady tego, co warto zmienić.

MY SOBIE


Firmy eventowe mają potężne obroty, jednak realia są takie, że klient płaci na przykład po 75. dniach, a z kilkudziesięcioma podwykonawcami trzeba się rozliczyć w ciągu tygodnia. Ile agencji jest gotowych zrezygnować z realizacji, jeśli miałaby ona zaburzyć cashflow? No właśnie. Wiele agencji bierze zlecenia pomimo braku funduszy, a potem odwlekają płatności (i odwlekają, i znów odwlekają…) To nie jest w dobrym stylu, to robak toczący jabłko od środka. Idealnie obrazującym to przykładem była sytuacja, w której jedna z warszawskich firm zajmujących się pozycjonowaniem i marketingiem odmówiła nam przygotowania oferty ze względu na fakt, że zostaliśmy wrzuceni do jednego worka z inną wrocławską agencją, która od pół roku zalega z płatnościami, a mimo to bierze udział w kolejnych przetargach. Oczywiście, rynek weryfikuje, jednak łatka przykleja się do całej branży.

ONI NAM

Klient bywa różny. Czasem jest taki, że wysyła zapytanie do kilkunastu firm, a w rezultacie i tak robi event na własną rękę sklejając pomysły z zebranych ofert. A tymczasem agencja poświęciła czas na spotkanie z klientem, przeprowadziła burzę mózgów, zespół już zaangażował się w przygotowanie oferty, grafik wykonał wizualizacje i tak dalej. Bywa, że przygotowanie profesjonalnej oferty może oznaczać ponad czterocyfrową kwotę, a tymczasem niedawno pewna Pani klientka po kilku dniach intensywnych ustaleń dotyczących szczegółów realizacji, zapytana przeze mnie telefonicznie o jakiś detal, z rozbrajającą szczerością odpowiedziała: „Proszę pana, tu było kilka takich firm od imprezek, już teraz nie pamiętam, co myśmy wtedy ustalali”.

COŚ ZRÓBMY

Potrzeba zmiany wydaje się oczywista. Do jej przeprowadzenia konieczna jest poprawa jakości relacji agencja-podwykonawcy. Warto byłoby darować sobie nadszarpywanie wizerunku konkurencji zgodnie z powiedzeniem, że nie kala się własnego gniazda. Nie należy opowiadać również klientowi brzydkich rzeczy o kolegach z branży (często dalekich od prawdy) po to, by podebrać im zlecenie. Przecież to w środowisku i tak wyjdzie na jaw, a niesmak u wszystkich stron pozostanie na długo. Nie bierzemy zleceń za wszelką cenę wiedząc, że nie podołamy zadaniu, bo przecież „jakoś to będzie”. Włączmy swoje postulaty i zmieniajmy branżę. Czy rewolucyjnie, a więc radykalnie? To chyba nierealne, choć marzyłoby się niejednej agencji. Trzeba zatem pójść drogą ewolucji i konsekwentnie małymi krokami poprawiać/ budować/ odbudowywać wizerunek branży. Tylko – jak zawsze przy zmienianiu świata – warto pamiętać, że powinniśmy zacząć od siebie.